O dojrzewaniu do roli Babci i Dziadka adoptowanego dziecka
Opowieść Małgosi

Po długich nocnych rozmowach, poprzedzonych kilkuletnimi staraniami o dziecko (i wykorzystaniu wszystkich możliwych i bardzo kosztownych metod), zdecydowaliśmy się w końcu najzwyczajniej w świecie „odpuścić”. No trudno, najwyżej w naszym domu, nigdy nie będzie słychać tupotu małych nóżek. Nigdy nie będziemy się potykać o porozrzucane klocki. Nikt nie porysuje nam ścian dziecięcymi kredkami i zawsze będzie tak nieskazitelnie czysto😭.
Trudno! Z niektórymi sprawami trzeba po prostu się pogodzić. Zaprzestaliśmy starań. Mijały tygodnie, miesiące, a my zagłuszaliśmy to pragnienie rodzicielstwa pracą, podróżami, wypadami do kina, czy teatru.
Któregoś dnia natknęliśmy się na znajomych z kliniki leczenia niepłodności. Nie mogliśmy uwierzyć, tak bardzo się zmienili od ostatniego naszego spotkania. Rozpromienieni, szczęśliwi, zapatrzeni w chłopczyka, który trzymał ich kurczowo za ręce. Zupełnie inni ludzie, jakby ktoś „tchnął” w nich nowe życie. Wyściskali nas, opowiadając swoją historię.
„Nie mieliśmy już sił dłużej się starać i zdecydowaliśmy się na adopcję i to jest właśnie nasz synek – Jaś. W końcu w naszym życiu zapanował spokój, co jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy na właściwej drodze”.
Te ich słowa wszystko w nas zmieniły. Do tamtej pory nie braliśmy adopcji w ogóle pod uwagę. Nawet nie wiem dlaczego? Następnego dnia zadzwoniliśmy do ośrodka adopcyjnego, umówiliśmy się na spotkanie, potem był kurs, przygotowujący do roli rodziców adopcyjnych. Po jego zakończeniu i otrzymaniu kwalifikacji postanowiliśmy wreszcie opowiedzieć najbliższym o adopcyjnych planach. Dotychczas utrzymywaliśmy je w tajemnicy. Wewnętrznie czuliśmy, że decyzja musi należeć do nas i nikt nie może na nią wpływać.
Dziadkowie adopcyjni
Moi Rodzice podeszli do tematu adopcji bez entuzjazmu, na spokojnie, jednak Rodzice Męża byli zrozpaczeni… Nie spodziewaliśmy się aż tak negatywnego przyjęcia.
„Co Wy robicie? Decydować się na obce dziecko? A jak będzie… i tu pojawiły się wszystkie najgorsze wyobrażenia i scenariusze, smutny obraz wszystkich ukrytych lęków i mitów, dotyczących adopcji”.
Czy nasze adoptowane dziecko ma szansę mieć prawdziwych dziadków, dla których będzie jedyne i wyjątkowe?
Wracaliśmy przybici, ale uparci w swoim postanowieniu. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że nigdy nie uznają naszego dziecka, bo ono nie będzie nasze😭. I, że jeżeli chcemy się pakować w kłopoty to bez nich. Od tamtej pory praktycznie się nie odwiedzaliśmy, chociaż mieszkaliśmy w tej samej miejscowości. Po jakimś czasie Mąż zaczął do nich jeździć, ale nie poruszali tematu adopcji. Czas oczekiwania się przeciągał, więc po ponad roku może uznali, że zrezygnowaliśmy.
I przyszedł czas rozwiązania 🙂
Nasza ciąża adopcyjna po blisko 19 miesiącach wreszcie się zakończyła. 😉 OA zaproponował nam adopcję 2-letniej dziewczynki. Początki nie były najłatwiejsze, Kasia bardzo dużo przeszła. Potrzebowała czasu, naszej obecności, uwagi i „tony” miłości. Po kilku miesiącach zauważyliśmy wreszcie zmiany w jej zachowaniu. Niczym pączek róży stopniowo rozchylający swoje płatki i wydobywający ukryte piękno – wreszcie rozkwitła.
Pierwsze spotkanie z dziadkami
Któregoś dnia podczas niedzielnego spaceru natknęliśmy się na rodziców Męża. Kasia znała ich ze zdjęć. Wiedziała, że to babcia i dziadziu. Nie umieliśmy jej powiedzieć o tym, że jej nie chcą i nie akceptują, zresztą jak mielibyśmy to zrobić? Podczas tego pamiętnego spotkania zapanowała straszna cisza. Wtedy nasza córeczka podbiegła do nich ze słowami:
„Babcia, dziadek…”
i chwyciła ich mocno za ręce.
Stopniały lody, uprzedzenia… teraz Rodzice nie tylko moi, lecz także i Męża nie widzą świata poza swoją Wnusią.
Zapraszam też na wpis:
Idealnie – nieidealna rodzina adopcyjna
Poznajcie oto moje adoptowane dziecko.



Niedługo minie 5 lat odkąd Ania jest z nami. I niestety nadal jest traktowana jak obca w rodzinie mojego męża. Teściowa jeszcze jako tako, czasami zada jej jakieś pytanie. Szwagierki niestety traktują ją jak powietrze i mówią o Ani – to dziecko.
Ponieważ rodzina męża odrzuca Małą, to nasze biologiczne dzieci (jedno już dorosłe) również na tym tracą, stając po stronie siostrzyczki narażają się ciotkom i nie chcą mieć z nimi kontaktu.
Przykre jest to, że moja Mama mieszkająca w Polsce nieczęsto może widywać Anię, bardzo ją pokochała (z wzajemnością zresztą). Rodzina męża mieszka z kolei w tym samym mieście.
Pozdrawiam z Tajwanu.
Dobrze, że Ania ma pełną akceptację i miłość ze strony drugiej rodziny, a ta pierwsza nawet nie wie co traci, ulegając własnym niedojrzałym uprzedzeniom. Ciekawe, jakby się czuły szwagierki, gdybyście to Wy dyskryminowali, któreś z ich dzieci (każdy powód może być dobry: bo za chude, czy za grube, albo ma odstające uszy). Życzę Wam, by wreszcie rodzina męża zrozumiała, że w życiu jest coś ważniejszego, niż tylko geny i nie można miłości ograniczać do identycznego DNA. Pozdrawiam z Polski 🙂
Jestem mamą adopcyjną 5 latka (już niedługo 6 latka 😊 ) jest z nami odkąd skończył 8 m-cy. Ma cudownych dziadków z obu stron. Czuje ze jest chyba jeszcze bardziej przez wszystkich kochany. Ciesze się, że każdy z naszej rodziny i przyjaciół przyjął go tak jakby był naszym biologicznym synkiem.
Cudownie, aby takich dziadków było jak najwięcej 🙂