Widzisz Synku, a wszystko dlatego, że chciałeś przejechać się ciuchcią…

To w zasadzie była bardzo spontaniczna decyzja. Wybraliśmy się całą trójką na dworzec. W planach miało być tylko oglądanie ciuchci. Tomuś podziwiał wszystkie, stojące na peronach lokomotywy i przyczepione do nich wagony. Zachwyt jego był tak ogromny, że nieśmiało przemknęła nam myśl, a może by tak przejechać się z nim na wycieczkę. Będzie mógł doświadczyć tego, o czym tak marzy. Tomuś to typowe dziecko XXI w., przyzwyczajone do jazdy głównie samochodem. Dzieci XX w. mam wrażenie, że znów odwrotnie, tj. jeździły pociągami, a marzyły o przejażdżce samochodem.
Spełniając więc największe w tym momencie marzenie naszego Malca, zostawiliśmy samochód przy dworcu PKP i kupiliśmy bilet do Kudowy-Zdrój (cały czas jeszcze jesteśmy na Ziemi Kłodzkiej). Wsiedliśmy do pociągu a nasz Synek aż zaniemiał z zachwytu. Dla takich chwil warto zrobić wszystko. Gdy pociąg ruszył jego szczęście sięgało zenitu, z rozpalonymi policzkami komentował zmieniające się widoki za oknem. Godzina jazdy powinna mu wystarczyć by nasycić się urokami kolejowego świata. A jakby miał jeszcze niedosyt to kolejna godzina powrotna zrobi swoje. Podróż wydawała się być komfortowa, zwłaszcza w porównaniu z warunkami panującymi jeszcze w naszych czasach studenckich. Wszędzie czysto, przyjemnie, nowoczesne fotele, punktualnie… no nie ta kolej, co kiedyś.
Kudowa-Zdrój
W Kudowie spacerowaliśmy po parku zdrojowym, byliśmy w pijalni i obowiązkowo na (chyba jednym z najlepszych, jakie dotąd widzieliśmy) placu zabaw. Nie obyło się też bez lodów. Pełni wrażeń i zadowoleni z wycieczki wróciliśmy na stację. Tomuś znów przypomniał sobie o Ciuchci i już nie mógł się doczekać ponownego z nią spotkania. Tak się cieszył na drugą w swoim życiu przejażdżkę koleją. Staliśmy, tak i staliśmy i nic… czas odjazdu minął, a pociągu jak nie było, tak nie ma.
„No nie, przecież już nie jest tak jak kiedyś, zaraz przyjedzie…”
próbowaliśmy się nawzajem uspokajać. Gdy już nasza cierpliwość powoli się kończyła, doszła do nas wiadomość z kolejowego głośnika, że niestety zostanie uruchomiona komunikacja zastępcza, na którą będziemy musieli czekać. A kiedy przyjedzie nie wiadomo…
I tak powoli nasze wyczekiwanie przechodziło we wściekłość, a pod wpływem kolejnych, długich chwil oczekiwania w obojętność, by po jakimś czasie znów nabrać kolorów wściekłości.
„To my tu z dzieckiem specjalnie wybieramy się w podróż koleją, a zamiast tego oferują nam autokar. To przecież tak, jak kupować kota, a dostać psa”.
W końcu zjawiła się komunikacja zastępcza, czyli autobus. Niestety zmuszony był podjeżdżać do wszystkich stacji kolejowych na trasie. Nie wszędzie zresztą to w ogóle było możliwe, ze względu na jakość dróg.
Gdy dotarliśmy do dworca docelowego, byliśmy wymęczeni i nastała ciemna noc. Nasz Maluch wprawdzie dzielnie trzymał się na nogach, ale już coraz trudniej było mu panować nad ciężkimi powiekami. Gdy wsiadaliśmy do naszego, ukochanego, i tak wytęsknionego samochodu, Mąż tylko podsumował:
„No widzisz Synku, a wszystko dlatego, że chciałeś przejechać się ciuchcią…”

Dzieci są tak ciekawe świata, że nawet pociąg jest dla nich extra atrakcją:)
🙂
Moje dzieci też raz poprosiły, aby na działkę nie jechać autem, jak to mamy w zwyczaju, tylko właśnie pociągiem. To nic, że musieliśmy zaliczyć dwie przesiadki, to i tak tylko wzmocniło atrakcyjność takiej formy podróżowania. I nawet kilku kilometrowa wędrówka na koniec wcale ich nie zniechęciła. 🙂
Bookendorfina
Rodzice się wymęczą, a dzieci zachwycone 😉