Łotwa – wakacyjna wyprawa
Podróż na Łotwę z przyczepą. Długo nas tu nie było…
Jest noc przy pełni księżyca nad morzem Bałtyckim na Łotwie. Przyjechaliśmy tutaj spragnieni ciszy i odpoczynku po upałach spędzonych w wielkim betonowym mieście (naszym mieście) pełnym spalin, zgiełku i hałasu.

Po kilkunastodniowym pobycie w szpitalu klinicznym, gdzie nasz Synek był diagnozowany w sprawie bezdechów nocnych. Gdzie musieliśmy przebywać z Nim całe dnie i noce w małej salce, bo akurat trwał remont oddziału. Dla spragnionych ruchu i zabawy niespełna kilkuletnich pacjentów, ten pobyt w szpitalu był jak zamknięcie w klatce. Ale o tym może więcej następnym razem. Dodam tylko, że wszystkie dotychczasowe wyniki Tomusia wyszły dobrze, na niektóre jeszcze czekamy. Tylko dlatego zdecydowaliśmy się jechać…
Niestety i tutaj raz podczas Jego snu wystąpiły te problemy z oddychaniem. Synek nie mógł zaczerpnąć powietrza, jakby coś mu przeszkadzało 🙁
Kilkanaście sekund, które zmieniają wszystko i odbierają praktycznie całą radość i powodują, że każdą następną noc witamy z niepokojem i cieszymy się gdy następuje poranek.
Jednak życie ma to do siebie, że mimo wszystkich obaw i leków trzeba chwytać każdą chwilę i doceniać najdrobniejsze rzeczy… Bo gdyby to miał być nasz ostatni dzień – to niech będzie najpiękniejszy.
W ciągu dnia Tomuś jest taki radosny, ciekawy świata, wszędzie go pełno… Kolejne noce są już spokojne.
Podróż na Łotwę z przyczepą campingową
Pobyt w szpitalu sprawił, że nie mieliśmy czasu na szczegółowe planowanie wakacji, bookowanie noclegów, tak naprawdę to niemal do końca nie byliśmy pewni, czy w ogóle wyruszymy.

Początek sierpnia szczyt sezonu. I tak zrodził się pomysł wyjazdu z przyczepą campingową, staruszką pożyczoną, która przemierzyła już tysiące kilometrów i widziała niejeden kraj. Teraz miała stać się domem i dla nas. Tomuś był zachwycony, trudno go było wyciągnąć z przyczepki. Nie mógł się doczekać wyjazdu.
Bardzo szybko przekonaliśmy się jak wielką radość czerpie małe dziecko z takiej formy podróżowania. Pola campingowe stały się dla niego jednym wielkim placem zabaw, dawały wolność i swobodę. Dla nas była to też niezależność. Mogliśmy nocować w każdym miejscu i każdego dnia dowolnie zmieniać trasę. Dodatkowo w końcu wypoczywaliśmy w sposób, który najbardziej lubimy – a więc:
W DRODZE – Podróż na Łotwę z przyczepą
Wciąż się przemieszczając człowiek doświadcza jak niewiele potrzeba by być szczęśliwym. Zmieniające się krajobrazy i spotykani na trasie ludzie rekompensują każdą niewygodę.
Dziś tylko tyle tytułem wstępu… jutro opowiem Wam więcej 😉
