Niedościgłym marzeniem naszego Synka jest plac zabaw

Gdy wczoraj po raz kolejny mijaliśmy widmo placu zabaw na osiedlu, gdzie mieszkamy, to przypomniała mi się wakacyjna podróż na Łotwę.
Windawa (Ventspils) – dziecięcy raj
Windawa (z łotewskiego Ventspils) to szóste co do wielkości miasto w tym bałtyckim kraju. Z piękną, długą plażą (posiada ona zresztą niebieską flagę, a więc najwyższą ocenę w tej kategorii) i prężnie działającym portem.
Ale przede wszystkim to prawdziwy raj dla dzieci 🙂 .
Jeszcze nie widziałam tak dużej ilości ogólnodostępnych terenów rekreacyjnych dla najmłodszych. Zamki, pociągi, helikoptery, statki kosmiczne, betoniarki, pałace, żaglowce, zwierzęta – a wszystko umiejscowione na jednym wielkim obszarze – robi niesamowite wrażenie… i to nawet na rodzicach, a co dopiero na dzieciach.

Tomuś był tak zachwycony, że zapomniał o wszystkim. Znalazł się w krainie marzeń. W każdej, z tych nowoczesnych i zadbanych kompozycji, wybudowanych zgodnie ze standardami unijnymi – stąd też i bezpiecznych – wplecione były zjeżdżalnie, huśtawki, instrumenty muzyczne, drabinki, ścianki wspinaczkowe… długo mogłabym wymieniać. A wszystko tak dostosowane, by odnalazły się tutaj dzieci w różnym wieku. Inwestycje te sprawiły, że do Windawy – Ventspils przyjeżdżają całe rodziny, wybierając właśnie to miejsce na wypoczynek.

Zastanawiam się dlaczego w Polsce nigdy nie widziałam aż tylu ogólnodostępnych atrakcji dla najmłodszych.
Moje miasto jest czwartym co do wielkości, mieszkamy blisko centrum, a do placu zabaw (wybudowanego w tym wieku, a nie w poprzedniej epoce) mamy blisko godzinę drogi.
Nasz osiedlowy „obszar rozrywki dla dzieci”, a w zasadzie widmo takiego miejsca, to spróchniała piaskownica – teraz już bez piasku i odpadająca huśtawka, która wychowała niejedno pokolenie. Tak naprawdę to strach na niej sadzać dziecko. Całość tego przedziwnego terenu wieńczy zardzewiała drabinka.
Na ten plac mamy 2 minuty. Tomuś za każdym razem tak tęskno spogląda, gdy go mijamy.
To marzenie Synka tak bardzo mnie poruszyło, że stało się i moim marzeniem. Teraz na wszystkie miejsca patrzę przez pryzmat placów zabaw.
I niestety dochodzę tylko do jednego wniosku, że moje miasto nie dba o swoich najmłodszych mieszkańców 🙁 .
Obszarów przeznaczonych do zabawy dla dzieci jest wciąż za mało (nie liczę tu zamkniętych terenów przynależnych do przedszkoli, czy żłobków, a także placów zabaw na ogrodzonych i strzeżonych osiedlach – do nich dostęp jest ograniczony).
Z tych ogólnodostępnych tylko nieliczne są nowoczesne i na tyle ciekawe, że żaden maluch się na nich nie zanudzi. Zwykle przy ładnej pogodzie gromadzą się przy nich tłumy, bo są zbyt małe w stosunku do chętnych do igraszek dzieci.
A przecież place zabaw rozwijają umiejętności ruchowe najmłodszych, pobudzają wyobraźnię, uczą kreatywności i są doskonałym miejscem integracji dla całej rodziny i lokalnej społeczności.

A jak jest z tym u Was?
