I przyszedł czas na przedszkole…
W piątek Tomuś rozpoczął przygodę z przedszkolem 🙂
Pierwszy dzień miał pomóc dzieciom oswoić się z nowym miejscem, stąd wszystkie przyszły z rodzicami. Niektóre maluchy jeszcze nie do końca pewne, trzymające się kurczowo mamy lub taty, a inne już gotowe do rozłąki, bardziej samodzielne, szczęśliwe że znalazły się wśród rówieśników.
Nasz Synek zdobył pierwsze doświadczenia już w żłobku, stąd od początku dobrze sobie radził i w przedszkolu. Ogromna ilość zabawek i dzieci sprawiła, że czuł się w tym miejscu jak ryba w wodzie. Zresztą w wakacje bardzo tęsknił za kontaktem z innymi maluchami. A pojedyncze spotkania na placu zabaw z innymi brzdącami nie były w stanie zrekompensować mu tej bardzo ważnej potrzeby.
Żłobek, przedszkole w życiu adoptowanego dziecka – trudna decyzja
W ośrodku adopcyjnym zachęcano nas by w ogóle zrezygnować ze żłobka i przedszkola i te pierwsze lata życia dziecka spędzić z nim w domu. W naszym przypadku jednak to zupełnie się nie sprawdzało. Tomuś bardzo potrzebował rówieśników, wyrywał się do każdego malucha. Nawet nie przeszkadzało mu to, że zwykle w takich kontaktach inne dzieci zabierały mu jego zabawki, ukochane autko, czy nawet na początku i ulubionego smoczka. Wszystko był gotów poświęcić, by być z innymi 🙂
Widząc to pragnienie postanowiliśmy wysłać go do żłobka gdy tylko skończył rehabilitację. Miał wtedy dwa latka. Czuł się tam szczęśliwy, nawet nie było konieczności przechodzenia etapu adaptacji. Nauczył się też walczyć o swoje, nikt nie mógł mu już tak łatwo odebrać zabawki, choć stopniowo uczył się nimi dzielić.
Wiem, że to trudny temat:
Czy wysyłać dziecko do żłobka lub przedszkola?
I wielu rodziców ma tu sporo wątpliwości. Duża część nie ma wyboru i musi skorzystać z tych instytucji ze względu na konieczność powrotu do pracy. Jednak najważniejsze powinno być w tym dziecko. To w nim znajdziemy odpowiedź na nasze wątpliwości. Musi być ono gotowe na spotkanie z nowym światem i na rozstanie na kilka godzin z mamą i z tatą. Maluchy, które mają rodzeństwo z reguły szybciej są w stanie wkroczyć na nową drogę życia.
Gdzieś w świecie żyją siostrzyczki Tomusia i choć w naszej rodzinie jest jedynakiem to ich istnienie zostało zapisane w głębi jego serca. Tak sobie myślę, że może właśnie dlatego tak tęskni za dziećmi…Prawdopodobnie dziewczynki spotykał będąc jeszcze w brzuchu u Mamy Biologicznej.
Ciekawa jestem Waszych spostrzeżeń?
Większość naszych adopcyjnych dzieci ma przecież rodzeństwo i nie zawsze mogą się z nimi wychowywać.
Na koniec chciałabym się z Wami podzielić jeszcze jednym spostrzeżeniem.
Gdy tak stałam w piątek przez kilka godzin patrząc na rozbrykane już „prawie” przedszkolaki, to przypomniał mi się inny obraz. Dom dziecka, w którym kiedyś sporadycznie pomagałam zaciągnięta jeszcze przez znajomych w czasie studiów.
Było tam podobnie jak i tu w przedszkolu tak dużo maluchów, mnóstwo różnych zabawek, piękne mebelki, kolorowe ściany. Znajdujące się tam dzieci niby też się uśmiechały, niby też się bawiły, był w nich jednak tak wielki niepokój, cały czas się przemieszczały, jakby nie mogły nigdzie znaleźć miejsca…
Zapamiętałam je jako dzieci w ciągłym ruchu.
Te w przedszkolu też brykały, biegały, chodziły, skakały, wszędzie ich było pełno, ale w tym wszystkim były takie wewnętrznie spokojne. Czuły, że obok jest mama, tato i że są kochane.
Druga rzecz, która tak bardzo mnie uderzyła przed laty to ogromna rywalizacja tych maluchów o każdy uśmiech i najmniejsze zainteresowanie osoby dorosłej. Głód miłości sprawiał, że walczyły by choć na chwilę stać się dla kogoś ważne i wyjątkowe. Były w tych staraniach bezwzględne wobec siebie 🙁
Dzieci z przedszkola zmagały się co najwyżej o zabawki.

Zadziwia mnie a nawet szokuje łatwość z jaką rodzice dzieci adoptowanych (do których sam należę) oddają dzieci do żłobków. Kochani, absolutnie żaden żłobek nie zastąpi rodzica, dostrojonego i obecnego przy dziecku.
Rodzice na różne sposoby usprawiedliwiają decyzję o posłaniu dziecka do żłobka. Najczęściej finansowo. Czasami tym, że rzekomo tam się „lepiej rozwija” albo nabywa umiejętności społecznych. Obawiam się, że to wszystko wymówki i próby zagłuszenia głosu sumienia.
Nawet dziecko, które nie było adoptowane nie potrzebuje w wieku 2 lat socjalizować się przez wiele godzin dziennie z innymi dziećmi. Ono potrzebuje wtedy dorosłego. Jednego. A nie dwóch „cioć” na 18 dzieci.
Jeśli czyta to jakiś przyszły rodzic adopcyjny to proszę Cię, nie oddawaj dziecka do żłobka. Żyj skromniej jeśli trzeba. Pracę zawsze można znaleźć inną. Tego czasu dziecku i Tobie nic nie zwróci.
Niech Cię nie zwiodą opowieści, że „dziecko tak ładnie się zaadaptowało i wcale nie płakało”. Skąd wiesz co działo się w sercu dziecka? Może był to dla niego tak duży stres, że nawet nie był w stanie płakać?
Szczególnie dotyczy to chłopców, którzy są bardziej wrażliwi na tego typu stres.
Wpływ żłobka na rozwój dziecka jest tym bardziej szkodliwy im wcześniej i na dłuższy okres trafi tam maluch. Mam wrażenie, że rodzice czują, że to jest niewłaściwe posunięcie, ale wpływ społeczny i swoista moda każe im tak postąpić. A o negatywnych skutkach żłobków bardzo, ale to bardzo mało się mówi.