Ból po lewej stronie brzucha
Gdy wpiszemy w wyszukiwarkę Google hasło: ból po lewej stronie brzucha to pojawi się mnóstwo mniej lub bardziej przydatnych informacji, łącznie z tym, że może być to objaw poważnych chorób. Wobec takich stwierdzeń trudno przejść obojętnie. Dlatego powstał ten wpis inspirowany moja historią. Nie jest do końca związany z motywem przewodnim mojego bloga, lecz przecież dolegliwości jamy brzusznej dotykają każdego, także i rodziny adopcyjne 🙂
Zaczęło się trzy lata temu – oto moja historia:
Trzy lata temu zaczął mnie bardzo boleć brzuch. Dolegliwości dotyczyły głownie lewej części ciała. Pamiętam, że wcześniej byłam mocno przeziębiona i przez 7 dni przyjmowałam antybiotyk. Początkowo niedomagania ignorowałam, licząc że same przejdą. Trwało to tak z kilka miesięcy. Wspomagałam się probiotykami. Niestety nie nastąpiła poprawa.
Ból po lewej stronie brzucha nie ustępował
I tak rozpoczęła się moja wędrówka po lekarzach. Badanie usg nic nie wykazało, a chirurg – radiolog stwierdził, że to zespół jelita drażliwego i zapisał leki, po których miało być lepiej. Próżno wypatrywałam poprawy, mało tego ból się nasilił i stał się bardzo uporczywy.
Kolejne kroki skierowałam do gastroenterologa, nawiasem mówiąc profesora w tej dziedzinie. Potwierdził zespół jelita drażliwego, ale zalecił też gastroskopię i kolonoskopię. Co do leczenia dolegliwości jelitowych miał jednak inną wizję kuracji. Uważał, że są to schorzenia o podłożu nerwicowym i konieczne jest dodatkowe zażywanie leków antydepresyjnych. Nawet miałam w aptece wykupić receptę z tym medykamentem, ale możliwe działania niepożądane skutecznie mnie do tego zniechęciły.

Badania gastroskopii i kolonoskopii nic nie wykazały
W tamtym czasie mój Synek nie miał jeszcze roczku i nie mogłam sobie pozwolić na zawroty głowy, omamy oraz zaburzenia świadomości… Stwierdziłam, że już lepszy ten ból brzucha, niż taki sposób jego leczenia. Badania gastroskopii i kolonoskopii wykonałam, przy tej ostatniej formie diagnostyki lekarz zauważył zapętlenie jelita i uważał, że stąd się bierze ból, który odczuwałam. Dodał też, że mi je „odpętlił”, cokolwiek to znaczy, choć bolało strasznie. Niestety sytuacja nie uległa zmianie.
Kolejny gastrolog, kolejne leki i nic, żadnej poprawy… Zaczęłam się jeszcze zastanawiać nad tymi dolegliwościami nerwicowymi, ale w moim życiu nie działo się nic złego, było dobrze, spokojnie. Czułam się szczęśliwa. Intuicja mówiła mi, ze to nie to, więc nie ma sensu brnąć w tka obciążające leki. Tym bardziej, że przy tym schorzeniu zawsze występują zaburzenia w trawieniu, a ja takich nie miałam.
Diety, głodówka, zioła – Ból po lewej stronie brzucha jak był tak jest
Mijały kolejne miesiące, w między czasie dieta, głodówka, zioła i znów inne medykamenty. Żadnej poprawy… Potem przyszedł czas na kolejne usg, tomograf… W kolejce do specjalisty poznawałam ludzi, którzy uświadomili mnie, że u nich zmiany nowotworowe, początkowo były tak małe, że niewidoczne podczas badań. Dopiero trzecie, czy czwarte wreszcie coś pokazało. Pierwszym objawem u nich był właśnie ból. Dodawali też nadziei i pokazywali, że nawet ze straszną chorobą można wygrać i dalej żyć.

Oczywiście nie w każdym przypadku dolegliwości były związane z tak poważną diagnozą. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak dużo osób cierpi w powodu niedomagań układu pokarmowego i to niezależnie od wieku. Podczas bezsennych nocy, choć na szczęście rzadko mi się takie zdarzały zadawałam sobie pytanie, co ze mną będzie. Jestem mama tak małego dziecka, które już raz straciło rodziców. I te myśli, że przecież ból zawsze jest oznaką czegoś, jakiś zaburzeń. Tylko jakich?
Przez te 3 lata przeszłam przez kurację wszystkimi dostępnymi na rynku lekami, łącznie z antybiotykami na pasożyty, odwiedziłam blisko 10 lekarzy (początkowo prywatnie, potem już z NFZ-u), miałam 2 tomografy, gastroskopie, kolonoskopie, i kilka razy usg. Kosztowało mnie to i NFZ nie mało, nie licząc tej ciągłej obawy. W końcu jakiś doktor uznał, że jeśli diagnostyka nic nie pokazuje, a ból nie ustępuje, to przeprowadzają laparoskopię zwiadowczą. Ostatecznie powoli przygotowywałam się i na to rozwiązanie.
Kwaśne mleko – cudowny, naturalny lek na dolegliwości jamy brzusznej
Kiedyś, gdzieś w rozpaczy i zwątpieniu wobec możliwości współczesnej medycyny, natknęłam się na artykuł lekarza, którego nazwiska nawet nie pamiętam.
Uważał on, że najczęstszą przyczyną bólu w obrębie jamy brzusznej jest zła flora bakteryjna i żadne probiotyki tego problemu nie rozwiążą. Kapusta kiszona też nie zawsze się sprawdza, chyba że mamy dostęp do własnej, nie dodatków pestycydów. Lekarz ten polecał kwaśne mleko, ale nie takie ze sklepu, tylko kupione prosto od krowy i samodzielnie poddane fermentacji w warunkach domowych. Zalecał codzienne jego picie w niewielkich ilościach.
Nie wierzyłam w to, jednak będąc na wsi podczas weekendu majowego, postanowiłam spróbować. Nie miałam nic do stracenia. Na 5 litrów mleka wydałam 10 zł. W wielkich słoikach, zasłonięte od światła słonecznego kuchennymi bawełnianymi ściereczkami fermentowało, gromadząc ogromne ilości bakterii. Codziennie piłam z pół kubeczka. Dwa razy powtórzyłam tą kurację. Gdy znów będziemy na wsi oczywiście też się w nie zaopatrzę. Jak sądzicie jaki był efekt?
Wystarczyło tak niewiele, by zdziałać tak wiele
Ból całkowicie ustąpił… Wystarczyło tak niewiele, by zdziałać tak wiele. Dlaczego żaden z 10 lekarzy mi o tym nie powiedział? Dlaczego nie zaproponował metody najprostszej i najbardziej ekonomicznej? No może wymagającej trochę zachodu, bo kupno mleka bezpośrednio od krowy i nie poddanego żadnej obróbce nie należy do najłatwiejszych. O tym pisałam już tutaj.
Dodam, że specyfik ten pomaga też na większość dolegliwości trawiennych. U nas cała rodzina to przetestowała 🙂 Proszę przekażcie ta opowieść dalej, może ktoś jest w podobnej sytuacji.
Teraz szukam alternatywnej metody leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów… klasyczna medycyna znów zawodzi, bo ile można brać sterydy i leki przeciwzapalne?
