Dziecko co nie miało mamy…

Urodziło się w słoneczny, letni dzień…
Płakało, a nikt je nie przytulał,
Szukało znajomego ciepła i serca, które przy nim biło,
Przez wszystkie 9 miesięcy jego maleńkiego życia.
Pragnęło ciepła matczynych rąk…
Chciało być dla kogoś najważniejsze i jedyne,
Być całym jego światem…
Nie znajdując Matczynej Miłości zamknęło się w sobie,
Skamieniało z niekochania, by nie pękło mu serce…
W rozpaczy samotności, stało się ciche i obojętne na otaczający świat.
Dziecko co nie miało mamy – stało się moim Dzieckiem…
Dzieckiem przywróconym do życia tysiącami pocałunków.


Piękny… Bardzo bliski mi temat. Rozgoszczę się tu u Ciebie <3
Bardzo się cieszę.
Krótki wiersz, ale jest w nim wszystko. Ja też chcę, żeby Dziecko, które nie ma mamy i szuka miłości, stało się moim Dzieckiem. I znalazło miłość <3
Mam nadzieję, że tak się stanie.
piękne
dziękuję